Transkrypcja 43. audycji: 4. raz przybywamy z kolędą – Wigilie na emigracji:

 

1/ Witacz:  (dzwoneczek)  Halo! Halo! Tu Radio 6!  (dzwoneczek)

2/ Ola O.:

- W  ten  wyjątkowy czas, czas  zbliżających  się  Świąt  Bożego  Narodzenia, przybywamy  do  Was, mili  słuchacze, już po raz czwarty, z kolędą  i  z dobrym słowem… .

Opowiemy, na podstawie fragmentów wspomnień, pamiętników, listów, jak wyglądały i wyglądają  wigilie… nie tylko sławnych Polaków, ale i tych nieznanych, anonimowych zesłańców oraz zwykłych emigrantów, mieszkających kiedyś i dzisiaj z dala od ojczyzny…

3/ kolęda „Nie było miejsca dla Ciebie” ( śpiewa Ola O.)

Nie było miejsca dla Ciebie.
W Betlejem ,w żadnej gospodzie
i narodziłeś się Jezu w stajni,
w ubóstwie i chłodzie.

Nie było miejsca, choć zszedłeś
jako Zbawiciel na ziemię,
by wyrwać z czarta niewoli,
nieszczęsne Adama plemię

Nie było miejsca, choć chciałeś
ludzkość przytulić do łona
i podać z krzyża grzesznikom
zbawcze, skrwawione ramiona.

Nie było miejsca, choć zszedłeś
ogień miłości zapalić                                                                                                                                                                                                                                i przez swą mękę najdroższą                                                                                                                                                                                                                    świat od zagłady ocalić


Gdy lisy mają swe norki
a ptaszki swoje gniazdeczka,

dla Ciebie miejsca nie było,
tyś musiał szukać żłóbeczka.

A dzisiaj czemu wśród ludzi                                                                                                                                                                                                                      tyle łez, jęków, katuszy?
Bo nie ma miejsca dla Ciebie
w niejednej człowieczej duszy! (dzwoneczki)

4/ MK.:  List wigilijny od matki (Włodzimierz Lewik):

 „Jaką kolędą, Syneczku mój miły,

Rozjaśniasz Twoje godziny tułacze?

Myśmy się dzisiaj za Ciebie modlili,

A ja nad listem jeszcze, widzisz płaczę…

Myśl o nas, Synku…. wspomnij przy wieczerzy….

W liście mym znajdziesz okruchy opłatka –

Wiem, że nam wrócisz…

Ten, co „w żłobie leży”

Czuwa nad nami… Całuję Cię… Matka

5/ Halina G. (tajemniczo):

- Posłuchajcie, jak wyglądała wigilia…. naszego wybitnego poety….,  Adama Mickiewicza, we wspomnieniach jego przyjaciela, Antoniego Edwarda   Odyńca.

Rzym, rok 1829 

     „ Uczta była całkiem po polsku. Stół był nakryty na sianie, nad nim…. w środku kręciła się gwiazda z opłatków. Od dwóch zup: grzybowej i migdałowej…., aż do śliżyków….., grochu…. i pszenicy z miodem….., żadnej z potraw obrzędowych nie brakło. Adam jadł wszystko i zachwycał się nad nimi, jak drudzy goście morskimi rybami.

Otóż potraw było jak raz dwanaście…

Hrabina  Ankwiczowa  na prośbę Adama grała ciągle najmniej przez kwadrans melodię pieśni „Anioł pasterzom mówił”. […]

Nawiązała się nader miła i ożywiona rozmowa o różnych przypomnieniach, przygodach i anegdotach odnoszących się do dnia wigilii u nas, w której Adam solenizant prym trzymał…”

6/ kolęda  „Jezus malusieńki” (śpiewa Olek R.)

1. Jezus malusieńki leży wśród stajenki
Płacze z zimna nie dała mu matula sukienki.
Płacze z zimna nie dała mu matula sukienki.

2. Bo uboga była, rąbek z głowy zdjęła,
w który Dziecię owinąwszy, siankiem je okryła
w który Dziecię owinąwszy, siankiem je okryła

3. Nie ma kolebeczki, ani poduszeczki,
We żłobie Mu położyła siana pod główeczki.
We żłobie Mu położyła siana pod główeczki.

7/ Bogusia  K. – Ch. (tajemniczo):

- Posłuchajcie teraz…, jak spędzał swoją pierwszą wigilię z dala od ojczyzny inny Wielki Emigrant, Fryderyk Chopin, sławny kompozytor i pianista.

 Wiedeń, rok 1830

„ Przez cały dzień spacerował samotnie po mieście, wstępował do kościołów, z zazdrością patrzył na  wiedeńczyków  śpieszących do domów ze świątecznymi sprawunkami.

Wieczorem był zaproszony na wigilię do jakiś osiadłych w Wiedniu rodaków, ale po wieczerzy szybko wyszedł, wrócił na kwaterę i do północy myślał o bliskich w Warszawie, grając sobie smutnie…..”

8/ kolęda „Lulajże Jezuniu…” ( śpiewa Łukasz Dz.)

1. Lulajże, Jezuniu, moja perełko,
Lulaj, ulubione me pieścidełko.
Lulajże, Jezuniu, lulajże, lulaj,
A Ty Go, Matulu, w płaczu utulaj.
2. Zamknijże znużone płaczem powieczki,
Utulże zemdlone łkaniem usteczki.
Lulajże, Jezuniu lulajże, lulaj,
A Ty Go, Matulu, w płaczu utulaj.
9/ Przemek S.  (poważnie):

-  Z sentymentem wspominał swoje wigilie  Melchior Wańkowicz, znany pisarz i korespondent wojenny, autor książki „Bitwa o Monte Cassino”, który urodził się w środowisku majętnej litewskiej szlachty. Wychowywała go babka, wdowa, która z wielką pieczołowitością kultywowała wigilijne tradycje. Potraw musiało być od ośmiu do dwunastu.

Centralne miejsce na wigilijnym stole zajmowała kutia, której nikt nie mógł zjeść. Jej smak mogła znać wyłącznie właścicielka dworu, czyli babcia pana Melchiora. Poczwórna salatera mieściła więc: kisiel owsiany, ziarna pszenicy, groch i jęczmień oraz makowe mleko. Potrawy te podlewano „sytą”, czyli  wodą z miodem, aby nadchodzący rok dał dostatek…

(dzwoneczki)

10/ Ola O:

- W Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku znajduje się pokaźny zbiór relacji naszych rodaków, którzy w czasie II wojny światowej, jak i po jej zakończeniu, przebywali w sowieckich więzieniach, łagrach i różnych miejscach przymusowego osiedlenia. W tych wspomnieniach można również znaleźć opisy wieczorów wigilijnych, jakże innych od dzisiejszych. Przyto­czmy jeden z nich:

11/ MK:  (dzwoneczki)

- Kazachstan, osada Krasnokuck, 1941 r.

„[...] Był mroźny grudniowy poranek. Na dworze było jasno od blasku księżyca odbijającego się w niezliczonej ilości kryształów śniegu. Z lepianek zamieszkiwanych przez Kirgizów dobiegało pianie kogutów, oznajmiających drugi już na wygnaniu dzień wigilijny.

- Wstań już, zbliża się dzień! Miałeś iść do kołchozu, aby tam za tatowe buty otrzymać chociaż kilka kilogramów pszenicy lub prosa – usłyszałem głos matki.

Szybko zerwałem się z posłania, gdzie przytuleni do siebie spali Gienek z Tadkiem. Mama była już ubrana, wychodziła do pracy w oborze. We­wnątrz naszej lepianki było jeszcze ciemno…

Po chwili okutany w łachmany wyruszyłem w kierunku pobliskiego kołchozu, skąd miałem przynieść upragnioną pszenicę na lepioszki lub zupę.

W domu mieliśmy jeszcze trochę owsa. Mama zrobiła z niego kisiel na dzisiejszą Wigilię. Aby go sporządzić, owies po zmieleniu zalewało się wodą i zostawiało w ciepłym miejscu na całą dobę. Po dobie wyciskało się wodę, która była zawiesista, biała oraz kwaskowata.

Następnie wodę gotowało się, aż zgęstnieje i odstawiało do ostudzenia…

Na Wigilię oprócz kisielu Mama przygotowała ajran. Wszystko to czekało na wieczerzę w skrzyni obok łoża.

Kołchoz oddalony był od fermy, w której mieszkaliśmy, o około 5-6 km. Po drodze wyobrażałem sobie, ile pszenicy dostanę za buty po tacie, które nam jeszcze zostały…, jak zmielimy pszenicę w żarnach i przed Wigilią Mama upiecze każdemu po wielkiej lepioszce, która starczy na Wigilię i całe święta.

Słońce już wzeszło. Było mroźno i śnieg skrzypiał głośno pod stopami. Ferma pozostała za moimi plecami. Gdzieś przede mną na horyzoncie zary­sowały się lepianki kołchozu, do którego podążałem.

Niespodziewanie zerwał się silny wiatr, unosząc z powierzchni suchy śnieg, który jak lawina przetaczał się zgodnie z kierunkiem wiatru. Nic nie było widać. Wiatr wiał mi prosto w oczy, oślepiając śniegiem, który wciskał się nie tylko do oczu, ale i w każdy zakamarek łachmanów.

Rozpętała się burza śnieżna. Chciałem iść w kierunku kołchozu, który jeszcze przed chwilą widziałem, i za jakąś godzinę mogłem do niego dotrzeć, ale było to ponad moje siły. Postanowiłem więc wrócić do domu. W uszach słyszałem wycie wiatru, który przenikał całe moje ciało. Od tego robiło się potwornie zimno. Nie widziałem naszej fermy. Orientowałem się, że należy iść zgodnie z kierunkiem wiejącego wiatru. I tak popychany szalejącym żywiołem zbliżałem się do domu.

Po pewnym czasie zauważyłem zabudowania i za chwilę znalazłem się przed rodzinną lepianką. Poczułem ogromne zmęczenie. Wszyscy byli już w domu. Mama bała się już o mnie, gdy mnie zobaczyła, uspokoiła się.

Z zimna i zmęczenia nie mogłem nawet mówić. Przykro mi było, że wró­ciłem z pustymi rękami. Płacząc, położyłem się na sianie i zasnąłem.

Gdy się obudziłem, w domu panował wielki ruch. W szparze skrzyni tkwił suchy piołun, wetknięty tam przez Tadka w zastępstwie choinki. Obwieszony był kawałkami starych gazet i łachmankami po starych ubrankach. Obok na skrzyni stały: miska z ajranem i miska z kisielem, leżały także cztery lepioszki z owsa. Pani Krupska i pani Góralowa również przygotowały podobne uczty dla swoich rodzin. Świeciły się 3 kaganki. Po chwili wszyscy zasiedliśmy do swoich »stołów« wigilijnych.

Podzieliliśmy się kawałkiem lepioszki, zamiast opłatka. Życzyliśmy sobie przetrwania i powrotu do kraju, a po życzeniach przystąpiliśmy do wieczerzy wigilijnej. Na twarzach pomimo cierpień malowała się radość z tego, ze żyjemy i wiara w powrót do kraju.

Po chwili córki pani Krupskiej rozpoczęły kolędowanie. Zabrzmiały: »Cicha noc«, »Wśród nocnej ciszy...«. Śpiewaliśmy z całego serca, a me­lodie przez szpary w ścianach naszej lepianki wydostawały się na zewnątrz i z wiatrem ulatywały hen na zachód, do kraju, do ojczyzny, za którą tak mocno tęskniliśmy…[…]

12/ kolęda „Cicha noc” :

1. Cicha noc, święta noc
Pokój niesie ludziom wszem,
A u żłóbka Matka święta
Czuwa sama, uśmiechnięta,
Nad Dzieciątka snem,
Nad Dzieciątka snem.

2. Cicha noc, święta noc...
Pastuszkowie od swych trzód
Biegną wielce zadziwieni,
Za anielskim głosem pieni,
Gdzie się spełnił cud,
Gdzie się spełnił cud.

3. Cicha noc, święta noc...
Narodzony Boży Syn,
Pan wielkiego majestatu,
Niesie dziś całemu światu
Odpuszczenie win,
Odpuszczenie win.

13/ MK:

- Za parę dni MY też zasiądziemy do wigilijnej wieczerzy, ale przy wielu stołach zabraknie sióstr…, braci…, córek…, synów….., wnuków,… mam…, tatusiów…,

tych…, którzy wyjechali z Polski, bo… chcieli…, bo mogli…, bo musieli…, bo mieli taką możliwość….

Oto wypowiedź współczesnego polskiego młodego emigranta:

 Boże Narodzenie to ten czas, w którym najwięcej… myśli się… o pozostawionych w kraju bliskich i o Polsce. My polscy emigranci bardzo tęsknimy, nawet ci, którzy o ojczyźnie coraz rzadziej myślą, w te święta smutniej im jest niż zwykle. W czasie świąt Polska wydaje się nam odleglejsza, ale i piękniejsza, lepsza, we wspomnieniach idealizujemy nasz kraj.

Jak bardzo tęskni się w te dni za domem, emigranci wiedzą najlepiej.
Staramy się te Święta spędzić jak najbardziej po polsku. Musi być karp w galarecie, więc wydzwaniamy od wielu dni przed świętami do różnych sklepów i pytamy, czy już go dostali.
Musi być też barszcz z uszkami, więc je lepimy i trzymamy w zamrażarce na Wigilię. Opłatek poświęcony przysłany przez kogoś bliskiego z Polski kładziemy na wigilijnym stole na honorowym miejscu. Dzielimy się  tym opłatkiem, a przed oczyma mamy inną Wigilię... tę kiedyś spędzoną w Polsce.
Potem dzwonimy do Polski i składamy życzenia naszym dalekim bliskim... Cały czas telewizor jest nastawiony na polską stację i słuchamy polskich kolęd.
Nie będzie śniegu, bo za ciepło. Jedynie bananowiec zwiesił liście...
Ta nigdy niedająca się zabliźnić rana, czyli tęsknota za Polską znowu daje o sobie znać....

14/ kolęda Czerwonych Gitar „ Jest taki dzień…”  –

Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy
Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory
Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich
Dzień, który już każdy z nas zna od kołyski

Niebo ziemi, niebu ziemia
Wszyscy wszystkim ślą życzenia
Drzewa ptakom, ptaki drzewom
Tchnienie wiatru płatkom śniegu

Jest taki dzień, tylko jeden raz do roku
Dzień, zwykły dzień, który liczy się od zmroku
Jest taki dzień, gdy jesteśmy wszyscy razem
Dzień, piękny dzień, dziś nam rok go składa w darze

Niebo ziemi, niebu ziemia
Wszyscy wszystkim ślą życzenia
A gdy wszyscy usną wreszcie
Noc igliwia zapach niesie

 

15/ Ola O.:

- Mili słuchacze, posłuchajmy teraz Oli Bądkowskiej z klasy Va, nowej przewodniczącej Samorządu Szkolnego.

 16/ Ola B.:

 - W imieniu Samorządu Szkolnego życzę wszystkim Nauczycielom, wszystkim pracownikom naszej szkoły, wszystkim uczniom  i ich Rodzinom - Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, wszelkiego dobra, radości  i dużo życzliwości w Nowym Roku  - 2016.

17/ Ola O.:

- Serdecznie dziękujemy za te życzenia.

W naszej Bożonarodzeniowej audycji wystąpili:

ja, Ola Obuchowicz i Przemek Sołowiej, oboje z klasy Vc oraz  czworo nauczycieli.

Kolędy śpiewali: Aleksander Ryś z IIa, Łukasz Dzikiewicz z IIc , a także Ola Obuchowicz.

Audycję nagrał i zmontował  tradycyjnie Oskar Wachek z Vc.

18/  dzwoneczek + Przychodzisz i wiesz – Radio 6! + dzwoneczek